ArticlePDF Available

Jürgen Neven-du Mont a Polska. Wokół roli dziennikarzy w budowaniu fundamentów pod „neue Ostpolitik” RFN, "Deutsch-Polnisches Magazin. Dialog", 2018, Nr. 122, s. 95-97.

Authors:

Abstract

Brak oficjalnych stosunków dyplomatycznych między Polską a Republiką Federalną Niemiec od połowy lat 50. XX wieku nie oznaczał całkowitej izolacji. Dziennikarze obu krajów należeli do pierwszych nieoficjalnych ambasadorów. Odpowiadali na wzrost zainteresowania Polską i RFN, jakie można było zaobserwować w obu społeczeństwach.
95
DIALOG 122 (2017–2018)
GESCHICHTE HISTORIA
Na przełomie lat 50. i 60. XX wieku do-
szło do pozytywnych zmian w relacjach
polsko-(zachodnio-)niemieckich. Choć nie
nawiązano stosunków dyplomatycznych
RFN-PRL, to pewne zbliżenie stało się wi-
doczne. Kryzys berliński drugiej połowy
lat 50. i rezygnacja z podpisania traktatu
pokojowego z Niemcami, początek okresu
odprężenia między wielkimi mocar-
stwami oddalały jak można się było prze-
konać szybkie zjednoczenie dch pstw
niemieckich w daleką przyszłość. W RFN
zaczęto zastanawisię nad szukaniem
nowych rozwiązań. Podtrzymywanie izo-
lacji wobec podporządkowanej ZSRR czę-
ści Europy z różnych powodów było nie-
korzystne i niewygodne. Zwłaszcza doty-
czyło to Polski. Oficjalnie w relacjach ze
Wschodem (za wyłączeniem ZSRR) w po-
lityce zagranicznej Bonn obowiązywała
„doktryna Hallsteina”. Jednak zmiany
Krzysztof Ruchniewicz
Jürgen Neven-du Mont a Polska
Wokół roli dziennikarzy w budowaniu fundamentów pod „neue Ostpolitik” RFN
Brak oficjalnych stosunków dyplomatycznych między Polską a Republiką Federalną Niemiec od połowy lat 50. XX wieku
nie oznaczał całkowitej izolacji. Dziennikarze obu krajów należeli do pierwszych nieoficjalnych ambasadorów. Odpowiadali
na wzrost zainteresowania Polską i RFN, jakie można było zaobserwować w obu społeczeństwach.
Jürgen Neven-du Mont
NDR
destalinizacyjne w krajach Europy Środ-
kowo-Wschodniej po 1956 roku, w tym w
Polsce, tworzyły nowe możliwości kontak-
tów i przekraczania dotąd zamkniętych
granic.
Polska „odwilż” 1956 roku wzbudziła
wielkie zainteresowanie wśród części oby-
wateli Republiki Federalnej. Ważną rolę
w tym procesie pokonywania powojen-
nych trudności odegrała kultura. W Polsce
organizowano koncerty z udziałem mu-
zyków z ówczesnych zachodnich Niemiec,
polski plakat cieszył się dużym powodze-
niem nad Renem. Tryumfy w Niemczech
święcił polski film. Stopniowo zmieniała
się też jakość informacji przekazywanych
w mediach polskich o Niemczech i nie-
mieckich o Polsce, co było dużą zasługą
korespondentów prasowych, którzy zna-
leźli się w obu krajach. Na użytek swoich
społeczeństw odgrywali oni – przy braku
stosunków dyplomatycznych – rolę po-
średników i tłumaczy danych wydarzeń.
Pierwszymi oficjalnymi korespondentami,
którzy podjęli pracę na przełomie 1956/57
byli: w RFN Marian Podkowiński („Try-
buna Ludu”), a w Polsce Hansjakob Stehle
(„FAZ”) oraz Ludwig Zimmerer („Die
Welt”, ARD). Przyczynili się oni do pod-
niesienia merytorycznego poziomu donie-
sień, jak i poszerzenia spektrum podej-
mowanych w nich tematów.
Przełomem w politycznych relacjach pol-
sko-niemieckich był rok 1963. W marcu
utworzono misje handlowe obu państw,
rezydujące w Warszawie i Kolonii, które
podjęły pracę w drugiej połowie roku. Wy-
darzenia te były – jak na dotychczasowy
stan kontaktów – spektakularne i przyciąg-
nęły uwagę mediów. W maju tego roku
jedna ze stacji telewizyjnych w RFN (Nord -
deutscher Rundfunk, NDR), wyemitowała
reportaż Jürgena Neven-du Monta o Pola-
kach we Wrocławiu: „Polen in Breslau.
Porträt einer Stadt”. Wywołał on poważną
debatę w zachodnich Niemczech – o pro-
gramie dyskutowano nawet w Bundes-
tagu. Nie było właściwie medium w RFN,
które nie zamieściłoby jego omówienia
czy polemiki. Być może popularności au-
torowi i jego dziełu dodali – w sposób nie-
zamierzony – Ślązacy, którzy zgromadzeni
na dorocznym zjeździe wysiedlonych
gwałtownie zaatakowali obecnego na nim
dziennikarza.
Neven-du Mont trafił do Wrocławia nie-
przypadkowo. Już wcześniej interesował
się Polską, kręcił na jej temat filmy. Re-
prezentował młode pokolenie niemieckich
dziennikarzy, którzy z przekonaniem bu-
dowali niemiecką demokrację, wiedząc
jaką wagę w tym procesie mają krytyczne
media. Wszyscy oni zadawali przy tym py-
tania o miejsce ich kraju w świecie i za-
chęcali do refleksji nad własną, zwłaszcza
niedawną przeszłością. Ten typ dzienni-
karstwa można byłoby nazwać politycz-
nym czy zaangażowanym społecznie. Jür-
gen Neven-du Mont urodził się
w Monachium w 1921 roku, po wojnie stu-
diował socjologię i historię, w latach 1946–
49 był reżyserem w Bayerisches Staat-
stheater w Monachium. W latach 50.
zaczęła się jego kariera dziennikarska.
Przez dekadę był szefem działu reportażu
w różnych gazetach ukazujących się w ro-
dzinnym mieście. W połowie lat 50. roz-
począł przygodę z telewizją, która wtedy
stawiała swoje pierwsze kroki – przedo-
dym dziennikarzem otwierały się nowe
możliwości. W latach 1957–1962 był re-
daktorem w Hessischer Rundfunk, a w
latach 1962–1966 w NDR. Bjednym
z pierwszych dziennikarzy, którzy uzyskali
zgodę na kręcenie filmów w ZSRR oraz
krajach Europy Środkowo-Wschodniej
(Czechosłowacja, Polska, Węgry). W latach
70. kierował redakcją reportażu w ZDF.
Zmarł przedwcześnie po długiej chorobie
w 1979 roku.
Pierwsze filmy o Polsce Neven-du Mont
nakręcił na początku lat 60. Interesowała
go Polska Gomułki, warunki życia Pola-
ków, ich stosunek do komunizmu, patrio-
tyzmu oraz katolicyzmu („Polen ist an-
ders” orazZwischen Ost und West: Polen
1961”). W trakcie pobytów w Polsce ko-
rzystał z pomocy kolegów, Hansajakoba
Stehlego oraz Ludwiga Zimmerera. Na-
wiązał też własne kontakty z polskimi
dziennikarzami (w następnych latach go-
ścili oni w RFN). Film o Polakach we
Wrocławiu poprzedziły miesiące przygo-
towań: jego szczegóły omawiał w Polsce
na początku 1963 roku, a materiał zbierał
przez kilka tygodni w marcu i kwietniu.
Film „Polacy we Wrocławiu. Portret
miasta” wyemitowano wieczorem 7 maja
1963 roku o godzinie 19.15, czyli w tak zwa-
nym bardzo dobrym czasie antenowym.
Otwierała go scena ze szpitala. Kamera
asystowała narodzinom nowego miesz-
kańca miasta, które od 18 lat było w pol-
skich rękach. Niemcy, poprzedni miesz-
kańcy, zostali wypędzeni lub wysiedleni,
a ich miejsce zajęli Polacy, których także
usunięto z ich domów na wschodzie, wy-
jaśniał lektor. Był to skutek, co Neven-du
Mont zaznacza bez żadnych wątpliwości,
II wojny światowej i rządów Hitlera.
Miasto wprawdzie mówiło przez swe ka-
mienie jeszcze nadal po niemiecku, jed-
nak w całości zostało odbudowane pol-
skimikoma. Autor nie miał wątpliwości,
że Wrocław dla dawnych niemieckich
mieszkańców był ważnym miejscem na
ich mapie mentalnej. Jednak w okresie
III Rzeszy niczym snie różnił od innych
miast niemieckich: „(Wrocławianie) ma-
szerowali (…). Wznosili okrzyki ‘Heil’ [na
cześć Hitlera, przyp. K.R.], podobnie jak
Niemcy w Hamburgu, Monachium, Ko-
lonii i Berlinie. Takie sceny widziano
wtedy wszędzie w Niemczech. Teraz
w mieście żyją Polacy. Stara zasada przy-
czyna-skutek znalazła swoje potwierdze-
nie. Taka konstatacja jest gorzka”.
Następnie kamera pokazała najbardziej
widoczne oznaki wielkiej zmiany w kra-
jobrazie miasta. Czy jest ona jednak
tak zadziwiająca? Czy stworzyła komplet-
nie niezrozumiały, obcy świat? Pojawiły
się oczywiście polskie nazwy ulic czy
szyldy informacyjne. Życie w mieście nie-
wiele jednak różniło się od tego w Nie-
mczech. Nawet witryny sklepów wyglądały
dość podobnie. W dalszej części Neven-
du Mont prezentowwypowiedzi kilku
przedstawicieli elity miasta. Wszyscy jego
rozmówcy mówili dobrze po niemiecku
(za wyjątkiem I sekretarza KM PZPR we
Wrocławiu, który posługiwał się przed ka-
merą polskim), co musiało zaskakiwać
niemieckiego widza. Nie byli oni zdogma-
tyzowanymi, ograniczonymi komunis-
tami, lecz ludźmi świata nauki i kultury.
Przed niemiecką kamerą zachowywali się
z godnością, ale swobodnie. Dziennikarz
utrwalił wypowiedzi profesora Bolesława
Iwaszkiewicza, przewodniczącego Prezy-
dium Miejskiej Rady Narodowej, docenta
Mariana Szyrockiego, germanisty i litera-
turoznawcy z Uniwersytetu Wrocław-
skiego, profesora Alfreda Jahna, rektora
Uniwersytetu Wrocławskiego, profesora
Antoniego Knota, dyrektora Biblioteki
Uniwersyteckiej, Bronisława Winnickiego,
redaktora naczelnego „Słowa Polskiego
oraz Stanisława Borkowskiego, pierw-
szego sekretarza KM PZPR we Wrocławiu.
Powyższe grono informowało o sytuacji
miasta, jego problemach, wyzwaniach.
Widzowie mogli się dowiedzieć o obec-
nych mieszkańcach, ich pochodzeniu
i wojennych losach. Uwagę zwracano na
odbudowę miasta, rozwój przemysłu,
szkolnictwo, opiekę zdrowotną, troskę
o dobra kultury. Oko kamery zajrzało
także do prywatnego mieszkania w tzw.
nowym budownictwie, do wnętrza ko-
ścioła, sal szkolnych i uniwersyteckich,
szpitali, bibliotek. Tak pokazane miasto
i jego mieszkańcy wymykało się łatwym
stereotypowym wyobrażeniom o polskim
komunizmie czy antyniemieckości. Ro-
botnik Stanisław Banasik, członek partii,
w niedzielę chodził z rodziną do kościoła.
Pokazano kursy wieczorowe jako metodę
podnoszenia poziomu wykształcenia
96 DIALOG 122 (2017–2018)
GESCHICHTE HISTORIA
97
DIALOG 122 (2017–2018)
GESCHICHTE HISTORIA
przez ludzi, którym jego zdobycie utrud-
niła wojna lub bieda. Uczniowie w szko-
łach uczyli się języka niemieckiego, a stu-
denci dyskutowali o niemieckiej
literaturze w czasie zajęć docenta Szyro -
ckiego. Lekarze w szpitalach korzystali
z najnowszych światowych osiągnięć –
widz mógł śledzić operację przeprowa-
dzaną przez kardiochirurga, profesora
Wiktora Brossa.
W mieście kwitło bogate życie arty-
styczne, działały teatry, opera, filharmo-
nia. Teatr pantomimy, który szeroko
znany był już poza granicą Polski, cieszył
się w mieście dużym powodzeniem.
W licznych klubach studenckich bawiła
się młodzież przy dźwiękach zachodniej
muzyki, choć organizacje je prowadzące
miały wpisany socjalizm w swych pro-
gramach. Miasto przedstawiono jako dy-
namiczny twór, otwarty na Zachód.
W klubie międzynarodowej prasy można
było czytać główne tytuły gazet i czaso-
pism z całego świata. W zakładach pracy
wisiały hasła socjalistyczne, ale robotni-
kom oferowano także niepolityczne
formy spędzania wolnego czasu. Podkre-
ślono, że tylko część młodzieży zrzeszona
jest w organizacjach komunistycznych.
Natomiast niemal wszyscy wrocławianie
wierzący i regularnie chodzą do ko-
ścioła. Lektor pytał nawet widza, czy na-
prawdę z tak żyjących młodych ludzi wy-
rosną fanatyczni komuniści?
W zakończeniu 48-minutowego filmu
Neven-du Mont raz jeszcze wrócił do
sceny otwierającej. Tym razem widzimy
dziecko, które podawane jest do chrztu.
Autor opatrzył scenę komentarzem, który
nie pozostawiał wątpliwości wobec inten-
cji filmu:W starych niemieckich kościo-
łach śpiewa się i słucha kazań po polsku.
(…) Każdego dnia we Wrocławiu
chrzczone są polskie dzieci, nie możemy
zapobiec temu, że będą kochać miasto,
w którym się urodziły, miasto, w którym
dorosną. Te dzieci nie ponoszą winy za
to, co wydarzyło się w przeszłości. Bez
Hitlera i jego zwolenników, bez tych, któ-
rzy za nim poszli, bez tych, którzy tylko
milczeli, dzisiaj śpiewano by w tutejszych
kościołach niemieckie pieśni, a mieszkań-
cami Wrocławia byliby Niemcy”.
Przesłanie filmu było zatem jedno-
znaczne i wskazywało na genezę tego, co
przywódcy wysiedlonych nazywali „bez-
prawiem”. To II wojna światowa i jej
skutki spowodowały, że Niemcy powinni
pogodzić się z utratą Wrocławia, zaakcep-
tować nowych, polskich mieszkańców, któ-
rzy – po latach podobnych tułaczych do-
świadczeń – w polskim Wrocławiu czują
się już jak u siebie w domu.
Można oczywiście powiedzieć, że ten
film jest także jednostronny, choć w spo-
sób odmienny. Jego ukazanie miasta
pełne jest pozytywnych przykładów,
a przedstawiani Polacy całkowicie zaprze-
czają nieprzyjaznym stereotypom. Brak
nawet ruin, czy pustek po wyburzonych
domach, które w mieście tego okresu zna-
leźć można było bez trudu (utrwalił je fo-
tograf Tomasz Olszewski). Neven-du
Mont też je widział, ale nie pokazał. Nie
odniósł się także do natury systemu rzą-
dzącego Polską, skupiając się na pokaza-
niu pól jego nieobowiązywania lub pod-
ważania przez spontaniczną aktywność
Polaków. Wrocław w tym filmie to ponie-
kąd laurka, której przyklasnąć musiały
polskie władze. Przecież w dużym stop-
niu podobnie starały się przedstawić
miasto: sukcesy odbudowy, poprawa wa-
runków życia, rozwój kultury. Czy dzien-
nikarz z RFN nie widział ciemnych stron?
Czy też, by zerwać z dominującą w me-
diach nad Renem narracją i zainicjować
dyskusję, celowo skupił się na z trudem
uzyskanych osiągnięciach tych kilkunastu
lat polskiego miasta? Dalszy bieg wyda-
rzeń sugeruje, że raczej to drugie.
Projekcja filmu wywołała, jak się tego
można było spodziewać, różne, skrajne
reakcje. Prasa liberalna chwaliła autora za
odwagę i realistyczne podejście do tematu.
W podobnym tonie pisał „Der Spiegel”.
Prasa konserwatywna i ziomkowska nie
zostawiła natomiast suchej nitki na filmie.
Zaczęto publikować głosy czytelników. Za-
rzucano mu naiwność, brak krytycyzmu,
nieznajomość losów niemieckich miesz-
kańców miasta.
Szybko do chóru oburzonych dołączyli
politycy różnych partii politycznych, re-
prezentujący sprawy wypędzonych
w Bundestagu. Reihold Rehs, przewod-
niczący Rady ds. Wypędzonych i Ucieki-
nierów SPD, stwierdził, że „ukazanie
tego, co zostało dokonane w wyniku winy
Hitlera, jest fałszywe, jeśli chce się uspra-
wiedliwić nowe bezprawie przez wcześ-
niejsze bezprawie”. Posłowie CDU/CSU,
zrzeszeni w Grupie Roboczej ds. Wypę-
dzonych (Arbeitsgruppe Heimatvertriebene)
odnieśli się do jednej ze scen w filmie,
gdzie profesor Knot przedstawiał zbiory
biblioteki i określił je polskimi – ze zbio-
rów niemieckich. Ich zdaniem mogło to
sprawić mylne wrażenie, że „zachowano
kontynuację historycznego rozwoju
Wrocławia”. Zaprotestowała także Ko-
misja Bundestagu ds. Wypędzonych
i Uciekinierów FDP (Bundesausschuss für
Vertriebene- und Flüchtlinge), podkreślając,
że jej zdaniem „Wrocław nadal pozostaje
częścią Niemiec”.
Po drugiej stronie niemiecko-niemiec-
kiej granicy film Neven-du Monta i dys-
kusję o nim obserwowano z dużym zain-
teresowaniem (w archiwum Stasi
zachował się pisemny opis filmu). W Pol-
sce zamieszanie wokół dokumentu śle-
dzono z jeszcze większą uwagą. Marian
Podkowiński, korespondent w Bonn,
przedstawił czytelnikom główne zarzuty
pod adresem filmu o Wrocławiu. Niewąt-
pliwie wzburzenie i zapalczywość jego kry-
tyków odpowiadały polskiej linii propa-
gandowej. W konkluzji Podkowiński
napisał: „Rozprawę z pomstującymi poli-
tykami odwetu pozostawiamy telewizji
hamburskiej i autorom reportażu o Wroc-
ławiu. Mają przewagę nad Krügerem
[przewodniczący BdV – przyp. K.R.],
oni widzieli polski Wrocław, podczas gdy
szef rewizjonistów nadal, jak się okazuje,
żyje w sferze fikcji”.
Brak oficjalnych stosunków dyploma-
tycznych między Polską a RepubliFe-
deralną Niemiec od połowy lat 50. XX
wieku nie oznaczał całkowitej izolacji.
Dziennikarze obu krajów należeli do
pierwszych nieoficjalnych ambasadorów.
Odpowiadali na wzrost zainteresowania
Polską i RFN, jakie można było zaobser-
wować w obu społeczeństwach. Informo-
wali na bieżąco o kraju sąsiada i czynili to
w zróżnicowany sposób. Z biegiem lat do
tradycyjnych mediów, jak prasa czy radio,
doszła także telewizja. Często do Polski
przyjeżdżali równieżodzi dziennikarze,
jak rgen Neven-du Mont, którzy nie szu-
kali potwierdzenia stereotypowych wyob-
rażeń o sąsiedzie, lecz interesowali się
współczesną Polską, codziennością jej
mieszkańców. Choć później ich rola zos-
tała przesłonięta przez inne, bardziej spek-
takularne wydarzenia, jak na przykład list
biskupów polskich z 1965 roku czy gesty
polityczne znanych polityków, to warto pa-
miętać o tych pionierskich wysiłkach. Ich
celem było podważanie uprzedzeń i ste-
reotypów oraz twierdzpropagandowych
poprzez stawianie nieoczywistych pytań
i rzetelną informację.
Krzysztof Ruchniewicz
historyk, profesor w Instytucie Historycznym
Uniwersytetu Wrocławskiego, dyrektor
Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich
im. W. Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego.
ResearchGate has not been able to resolve any citations for this publication.
ResearchGate has not been able to resolve any references for this publication.