ArticlePDF Available

Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie. Problem podwójnego autorstwa w tekstach Tadeusza Rachwała i Tadeusza Sławka

Authors:

Abstract

The essay is an attempt of rethinking a mode of authorship in literary science discourse of Tadeusz Rachwał and Tadeusz Sławek. Their texts is being compared with G. Deleuze and F. Guattari's method of collective writing and interpreted according to theories of J. Derrida, P. de Man and M. Foucault. Rachwał and Sławek's strategy of double authorship (which is not the same as traditional co-authorship) underlines the impossibility of recognition who is speaking in the text; therefore their collective books may be understood as a kind of performing theses which they contain (e.g. connected with poststructuralist "death of author" or a poet and God's mystical co-writing). Furthermore, double authorship leaves its marks on structure of text. We can see a lot of techniques which make Rachwał and Sławek's texts more complicated, e.g. fragmentary style of writing, using different types of typography and even creating an elements of visual poetry. These experiments and a new way of these texts' being in academic public sphere make them rather ethical than scientific - the ethic qualities and poetic function seem to be more important than the science typical cognitive functions. Because of unceasing underlining a linguistic aspect, the texts of Rachwał and Sławek may be read as examples of rhetorical type of ethic criticism. Not only do they ask about a significance of primary ethical ideas like friendship, community or responsibility, but also about an existence of category of author in literary studies after linguistic turn.
Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie.
Problem podwójnego autorstwa w tekstach
Tadeusza Rachwała i Tadeusza Sławka
ABSTRACT. Bogalecki Piotr, Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie. Problem podwójnego autor
stwa w tekstach Tadeusza Rachwała i Tadeusza Sławka [The literary science as de-facement.
Problem of double authorship in Tadeusz Rachwał and Tadeusz Sławek's texts]. „Przestrzenie
Teorii" 7, Poznań 2007, Adam Mickiewicz University Press, pp. 31-46. ISBN 978-83-2321 77-2-5.
ISSN 1644-6763.
The essay is an attempt of rethinking a mode of authorship in literary science discourse of
Tadeusz Rachwał and Tadeusz Sławek. Their texts is being compared w ith G. Deleuze and
F. Guattari's method of collective w riting and interpreted according to theories of J. Derrida, P. de
Man and M. Foucault. Rachwał and Sławek's strategy of double authorship (which is not the
same as traditional co-authorship) underlines the impossibility of recognition who is speaking in
the text; therefore their collective books may be understood as a kind of performing theses which
they contain (e.g. connected with poststructuralist "death of author" or a poet and God's mystical
co-writing). Furthermore, double authorship leaves its marks on structure of text. We can see a lot
of techniques which make Rachwał and Sławek's texts more complicated, e.g. fragmentary style
of writing, using different types of typography and even creating an elements of visual poetry.
These experiments and a new way of these texts' being in academic public sphere make them
rather ethical than scientific - the ethic qualities and poetic function seem to be more important
than the science typical cognitive functions. Because of unceasing underlining a linguistic aspect,
the texts of Rachwał and Sławek may be read as examples of rhetorical type of ethic criticism.
Not only do they ask about a significance of primary ethical ideas like friendship, com munity or
responsibility, but also about an existence of category of author in literary studies after linguistic turn.
Roz-poczęcie, czyli o roz-mawianiu przy roz-wiązaniu
Biorąc pióro do ręki, zdaliśmy sobie sprawę, dyskurs nie jest łatwym przecho
dzeniem od linijki do linijki, uniemożliwiającym ogląd pewnej kształtnej, jasno
oświetlonej całości; lecz niepostrzeżenie musi prowadzić do „niezupełnie kon
trolowanych” poruszeń dłoni, do pisma „o brzydkim charakterze”, do złamania
„prostych linii” i marginesów (do „bazgraniny - scribble - pióra Sternea na
stronicach Tristra ma Sh andy). Sd wywód niniejszej książki nieustannie za
łamuje s, dopuszcza głosy skądinąd, urywa się I...]1.
Kształt dyskursu literaturoznawczego Tadeusza Rachwała i Tade
usza Sławka jest efektem pracy dwojga rąk trzymacych jedno pióro.
1 T. Rachwał, T. Sław ek, Sfera szarości. Studia nad literatu i myślą osiemnaste
go wieku, Katowice 1993, s. 7.
31 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
We wstępie do jednej z ich wspólnych książek, Sfery szarości - w miejscu
szczególnie uprzywilejowanym, jli idzie o sygnały metaliterackości -
nie mógł znalć się językowy lapsus: „biorąc pióro do ręki, zdaliśmy
sobie sprawę...”. Taniec pra po papierze nie może ć gładko, jeśli
trzymają je dwie osoby: prowadzone jest ono raz przez jednego, raz przez
drugiego, w roz-spie, a momentami nawet w roz-kłusie, roz-kłuwają-
cym niczym Nietzscheański młot - jak chautorzy -„solidność wiece
niowej konstrukcji bytu”2. Taki szalony taniec, w którym nikt nie prowa
dzi, nie może przypominać walca czy menueta - w innej części wspu do
Sfery szarci czytamy: „Interesuje nas dyskurs ciemny, próba porozu
mienia się nie mdzy dwoma dżentelmenami, lecz między jednostką
a aniołem, człowiekiem a Bogiem”3. Fakt, że Rachwał i awek piszą
swoksżkę tak, by nie przypominała ona dialogu „dwóch dżentelme
nówjest o tyle znaczący, że autorzy doskonale zdają sobie sprawę z jego
dobrodziejstw: „Prowadząc dyskurs (pamtajmy o popularności dialogu
jako formy wypowiedzi filozoficznej w osiemnastym wieku), mogę dać
odpór spotwornieniu i obłędowi”4. Skoro z mimo tego nie są dialogiem
zainteresowani, godzą się tym samym na „potworność” swoich tekstów i
siebie samych jako autorów: „człowiek staje się monstrualny, mówi bo
wiem nieczysto i niewyraźnie, bełkocze i gulgocze”5.
Pozwoliłem sobie roz-począć od fragmentu jednej tylko książki Ra-
chwała i Sławka6, zawiera on bowiem jedną z najciekawszych wykładni
ich interesucej i unikatowej w naszym literaturoznawstwie (a i nie tak
częstej w ogóle) strategii podwójnego autorstwa. Powiedzmy na wszelki
wypadek: nie ma ono wiele wspólnego z pra zespołu badaczy nad wy
branym zagadnieniem, a wnie daleko jest mu do takich gatunków ob
darzanych od pewnego czasu funkcją poznawczą i z tego powodu możli
wych jako literaturoznawcze, jak wywiad, konferencja czy dyskusja.
W nich bowiem, choć publikac może sygnować kilka nazwisk, każda
2 Tamże.
3 Tamże.
4 Tamże, s. 139.
5 Tamże.
6 Oprócz niej wymienić należy: T. R achw ał, T.aw ek, M aszyna do pisania. O de-
konstruktyw istycznej teorii literatury Jacques’a Derridy, Warszawa 1992 oraz D. Jarrett,
T. Rachwał, T. Sław ek, Geometry, Winding Paths and the Mansions of Spirit. Aesthe-
tics of Gardening in the Seuenteenth an d Eighteenth Centuries, Katowice 1997. Pozostałe
wspólne książki Rachwała i Sławka podzielone na „osobne” teksty (sygnowane po
jedynczymi nazwiskami), choć i one zawierają interesujące eksperymenty wymierzone
w problem autorstwa tekstu literaturoznawczego (zob. np. Aneks do: Tekst, (czytelnik),
margines, red. W. Kalaga, T. Sławek, Katowice 1988, s. 184-220, nawiązujący swą budową
do dramatu, w którym każdy autor odgrywa przypisaną mu „rolę tytułową”, np. Rachwał
jest „Tekstem”, a Sławek „Nawiasem”).
Piotr Bogalecki
osoba wypowiada się w swoim imieniu, natomiast w wypadku książek
Rachwa i Sławka nigdy nie jestmy pewni, kto mówi - wiemy jedynie,
że fragment, który czytamy, został napisany.Roz-poczynając” wejściową
intuicję m etaautorską od słów Biorąc pióro do ki, zdaliśmy sobie
sprawę...”, autorzy biorą „roz-brat” z tradycyjnie pojmowaną kategor
autora jako jednostkowej przyczyny sprawczej tekstu. Gest ten powtórzy
awek dwa lata później, we wspie do Literary voice. The calling of
Jonah, książki napisanej na identycznych zasadach „podwójnego autor
stwa” z Donaldem Weslingiem:
Our focal idea about literary voice has found one example in our own work.
Collaborating as a method ofwriting underlines, indeed exaggerates, the impos-
sibility of knowing who is speaking. Since our defmition of literary voice is the
impossibility of knowing who is speaking, we hope to have performed what we
have defined7.
Niemożność identyfikacji „głosu” mówiącego do nas przez pismo ce
chuje kdy tekst; czy w takim razie „podwójne autorstwoRachwa
i Sławka czy też Weslinga i Sławka nie jest jedynie kolejną manifestac
tego dobrze znanego faktu? Mogłoby tak być, ale skoro performance ce
chować ma niepowtarzalność, zbyt monotematyczny byłby performer ze
Sławka: współautora nie tylko czterech „podwójnych książek”, ale i paru
yt, w krych na podobnych zasadach jego głos „roz-mawia” z kontra
basem Bogdana Mizerskiego8. Zwróćmy więc uwa na coś innego,
o czym wyraźnie mówi wsp do Sfery szarości, a mianowicie na moment
niezupełnie kontrolowanych poruszeń dłoni”. Mna by odpuścić i nie
zastanawiac się, czyja ręka im ulega, skonstatować, że istotniejsza jest
powsta w ten sposób trudna w lekturze „bazgranina(termin ten od
syła nas do fascynacji Rolanda Barthesa, dla którego kde pisanie sta
nowiło rodzaj „bazgrania”, podobnego raczej malarstwu n mowie).
Można jednak tak odpowiedzieć na pytanie płynące ze wstępu: „niekon
trolowane poruszenia” mus być skutkiem owego wspólnego sięgncia
po pióro, od początku budzącego nasze zdziwienie. Mówiąc inaczej:
kształt dyskursu Rachwała i Sławka rozpatrywany być powinien jako
element strategii podwójnego autorstwa. Czytając w ten sposób, wycho
7 D. W eslin g and T. Sławek, Literary voice. The calling o f Jonah, State University
of New York Press, Albany 1995, p. x.
8 Wszystkie wydane jako CD w wytwórni B. Mizerskiego „Off-records”: De-konstruk-
cje. Trzy eseje na głos i kontrabas (1998), Podż mistyczna z N ysy do Barda Śląskiego
(2000), Rzeczy/Teraz (2001), Żaglowiec Nietzsche (2002). Para Sławek-Mizerski występo
wała ponadto z innymi projektami o podobnym charakterze, z których wymienić należy
ostatni - Drzewo aniołów. Życie, śmierć Williama Blake'a (premiera: 24 V 2006) - gdzie do
recytującego głosu i dźwięku kontrabasu dołączył sopran J. Kościuszczyk-Jędrusik oraz
instalacja wideo Ewy Sataleckiej.
33 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
dząc z tekstu na oad książki opatrzo podwójną sygnaturą, podej
mujemy się niełatwego zadania połączenia porządku tekstu z rzeczywi
stośc pozatekstową - instytuc, która umożliwiła i w odpowiedni spo
sób usankcjonowała podwójne autorstwo. Jak mniemam, lektura taka
wpisuje się do pewnego stopnia w granice postulowanej przez Danutę
Ulicką antropologii literaturoznawstwa”, dla której projektu przypadek
teksw Rachwała i Sławka stanow może inspiruce wyzwanie9.
Jeśli jednak amorficzność tego literaturoznawstwa (o której więcej
za moment) jest zamierzona, musi pociągza so zmianę funkcji teks
tu i inaczej projektować jego teleologię. Aby powrócić do tanecznej meta
foryki: żnica między potwornym roz-krokiem”, w jakim utknęli w tań
cu nie chcący zsynchronizow ruchów Rachwał i Sławek, a płynnym,
przeźroczystym krokiem tancerzy-dżentelmew jest mniej więcej taka,
jakżnica pomiędzy roz-mową a z-mową10. Metafora dialogu jako tańca
wskazuje na moment pewnej przemocy, będący efektem wcześniejszej
z-mowy: taniec tylko pozornie opiera się na spontanicznym porozumie
niu, zaś w rzeczywistości, jeśli partnerka nie podpordkuje się partne
rowi, a ten niedzie respektował określonych zasad (rytm, kroki, figury
itd.), tancerzom zaczną ptać s nogi11. Podziwiając strukturę dialogów
9 Zob. D. U lick a, Funkcja poznawcza „literatury” i „wiedzy o literaturze (tezy do
przyszłej antropologii literaturoznawstwa),Teksty Drugie” 2005, nr 5.
10 Zdaję sobie sprawę, że prowadząc wywód w tę stronę, nie sposób wyczerpać bogatej
problematyki związanej z pojęciem „dialogu” i kwestią „dialogiczności”. Należałoby ko
niecznie zwrócić się do samego Platona i znanego rozróżnienia na maieutykę i elentykę
(zob. np. I. Krska, Sokrates, Warszawa 1985, s. 84-94), jednak na tym tle z-mo
rozpoznać można zarówno w jednej, jak i w drugiej, zaś roz-mowa byłaby rodzajem afir-
macji negatywności postępowania elentycznego i związanej z nim ironii. Bardziej przy
datne byłoby tu przywołanie myśli Michaiła Bachtina, wychodzącej od (później zmodyfi
kowanego) rozróżnienia na „dialog filozoficzny”, w którym „wielość głosów jest jednak
tłumiona przez ideę” i na „dialog Dostojewskiego”, na którego postać wpłynęły „dialog
Hioba oraz dialogi niektórych ewangelistów” (nie na darmo Rachwał i Sławek piszą więc
o „próbie porozumienia się między jednostką a aniołem”). Tak jak w analizach Bachtina,
roz-mowy autorów Sfery szarości „zmierzają do rozpisania tematu na wiele różnych gło
sów”,o żadnej syntezie nie może bmowy”, a chodzi raczej o „zderzenie wzajemnego
oddziaływania głosów na siebie” (M. B achtin , Z rozdziałuDialog u Dostojewskiego
(1929), w: tego ż, Estetyka twórczci słownej, przeł. D. Ulicka, Warszawa 1986, s. 282-
283). Niewątpliwie postać Bachtina w dużej mierze wpłynęła na koncepcję podwójnego
autorstwa Rachwała i Sławka (dość wspomnieć, że Bachtin wraz z Wołoszynowem i Mied-
wiediewem poprzedzają ich na tym polu), jednak sami autorzy rzadko odwołują się wprost
do jego/ich pism (częściej zaś do Deleuze’a i Guattariego, których patronat niech uspra
wiedliwi mnie z prób „tworzenia pojęć”, takich jak powyższe powołanie do życia „z-mowy”).
11 Pisze Gadamer, że taki typ rozmowy, który pozwoliłem sobie tutaj nazwać „z-mo-
wą”: „traci życie w momencie, gdy ten drugi nie nadąża i zamiast odpowiedzieć musi zapy
tać: Czy możesz powiedzieć to jeszcze raz? Wówczas kończy się charakterystyczny, niemal
tanecznie lekki krok, jakim rozmowa spontanicznie się porusza, gdy sprzyjają jej wiatry”.
Piotr Bogalecki 34
filozoficznych, nie możemy nie zauważać, że są one ukierunkowane i słu
żą skutecznej prezentacji prawdy, któ filozof zna już przed wyucha
niem argumenw interlokutora. W tak rozumianym dialogu „Sokrates
pyta tylko dlatego, że zna odpowiedź, i słucha tylko dlatego, że wie”12,
a dialog nie polega na spotkaniu dwóch indywidualnci, ale na stopie
niu horyzontów, po krym wszystko musi iść już gładko, tanecznym
krokiem.
Tymczasem wielkość Sokratesa polega na tym, że uprawiac dialog
(uprzednio zmówiwszy się z sam jon sobą, co do swoich celów i tylko dzię
ki temu mogąc uprawiać go jak uprawia się pole - systematycznie i pla
nowo), potrafi zaknąć się i roz-począć roz-mowę. Roz-mowa zaś idzie
jak po gruzie, prowadzi do roz-padu wyobrażeń i przekonań, z jakimi
podchodzą do niej rozmówcy, odżywia ruch odśrodkowy, nigdy nie daje
wyniku - jest wiecznym roz-ruchem, a zniecierpliwieni kibice nie docze-
kują się inaugurucego mecz gwizdka, po krym wszystko musi już d
się sprowadzdo trzech ewentualnci: zwycięstwo, porka, remis. Nie
godzący się na jednoznaczne rozstrzygnięcia, roz-kraczeni w swych roz
ciągających ćwiczeniach, Rachw i awek uwnie wuchują się
w głosy innej, grającej w jednej drużynie pary, równie usilnie zwalczają
cej pstrą gadaninę. Deleuze i Guattari pis wprost:
Filozofia brzydzi się dyskusjami. Ma coś innego do zrobienia. Debatowanie jest
dla niej nieznośne, bynajmniej nie dlatego że jest ona zbyt pewna siebie; prze
ciwnie, to właśnie niepewność wiedzie ją na inne, bardziej samotne drogi13.
Roz-pędziwszy się, Deleuze i Guattari „wbiją bramkę” Sokratesowi:
W rzeczywistości Sokrates stale uniemożliwiał jakolwiek dyskusję, zarówno
w ścisłej formie agonu pytań i odpowiedzi, jak wniw pojemnej formie rywa
lizacji mów. Przyjaciela zamienił w przyjaciela jednego pojęcia i to zdecydowanie
monologicznego, eliminującego stopniowo wszystkich rywali14.
Zawieszając początek „monologicznej” rywalizacji, jaką łatwo stać się
może zarówno mecz, dialog, jak i prezentacja badawczego dorobku, roz
budowując przestrz umożliwiającą dystans, a dzięki niej roz-suwając
się i rezygnuc z utopijnego dążenia do osiągncia pozbawionego ele
mentu przemocy konsensusu - da Rachwi Sławek świadectwo przy
Zob. H.G. Gadamer, Wiersz i rozmowa. Rozwania nad próbką tekstu Ernsta Meistra
(1988), w: tegoż, Poetica, przeł. M. Łukaszewicz, Warszawa 2001, s. 131.
12 M.P. Markowski, uchanie i nierozumienie, w: tegoż, Pragnienie i bwochwal
stwo. Felietony metafizyczne, Kraków 2004, s. 157.
13 G. D eleuze, F. G uattari, Co to jest filozofia? (1991), przeł. P. Pieniążek, Gdańsk
2000, s. 37.
14 Tamże.
35 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
jaźni, któ Deleuze i Guattari nazwaliby „wielogłosową”, a krej kształt
-ja k uczy zakończenie znanego tekstu Derridy - „może się zapowiadać,
taka jest konieczność, za każdym razem, gdy chodzi o narodziny, tylko
w postaci niepostaciowej, w bezkształtnym, niemym, niemowlęcym i bu
dzącym strach ksztcie potworności”15. Roz-poczynając pisanie,
Rachwał i Sławek nie zwiastu żadnego innego narodzenia: pisząc na
wstępie o „bazgraninie”, „nierównym rytmie” pisma, amaniu prostych
linii”, otwierają się na to, co „budzi strach” (zdecydowanie woleliby So
kratesa potwornego z monstrualnym nosem i uszami n Sokratesa z je
go zacnego marmurowego wizerunku reprodukowanego w podczni
kach). Postacpojęciową”16 autora ich tekstów jest monstrum: jak ina
czej bowiem nazwać coś obdarzone czterema koma, dwiema głowami
i jednym piórem? Roz-poczynając pisanie, Rachwał i Sławek poczynają
potwora, a miejscem, w którym przyjmu ten trudny poród, miejscem
oczekiwania na roz-wiązanie (więzów z-mowy), są oni sami.
Roz-dziawianie, czyli roz-prawa o metodzie
Nie rozmawiajcie ze sobą, nie rozmawiajcie tylko ze sobą; niech w każdej roz
mowie jest coś, co nie jest wami, co nie zna chłodnego zajazdu waszej gramatyki,
coś, co bełkocze, ślini się, coś, co umiera z rozdziawionymi ustami. Coś, co jest
głodne17.
Wejścia do Księgi strzegą cztery milczące postacie spoglądające
z wysokich postumenw. Twarde słowa jednego ze Strniw, zastygłe
w kamiennej nieodwołalności, proklamu zniesienie „obowiązku łama
nia sobie głowy nad tym, co aściwie myśli autor filozoficzny, piszący
stylem niejasnym”, głosząc: „Odgadywanie jego myśli tylko wtedy przed
stawiać będzie rzecz god wysiłku, jli skądinąd nabyliśmy przekona
nia, że mli jasno, że więc niejasnć stylu pochodzi w danym wypadku
ze skażenia tekstu albo z pośpiechu w spisywaniu dzieła. Jeżeli nie ma
my tego przekonania, wtedy możemy spokojnie przyć, że autor nie
umiecy mli swych wyrazić jasno nie umie też mleć jasno, że więc
15 J. Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych (1966), w:
tegoż, Pismo i różnica, przeł. K Kłosiński, Warszawa 2004, s. 504.
16 W koncepcji Deleuzea i Guattari’ego postacie pojęciowe „ukazują absolutne teryto
ria, deterytorializacje i reterytorializacje myślenia” (tychże, Co to jest..., s. 79), pełnią
więc rolę uprzednią wobec autora, stąd „postać pojęciowa nie jest przedstawieniem filozo
fa, wręcz odwrotnie: filozof to tylko osłona głównej postaci pojęciowej i wszystkich pozo
stałych, które orędownikami, prawdziwymi podmiotami jego filozofii” (tamże, s. 73-74).
17 T. Sław ek, Podróż czterech mężów z Nysy do Barda Śląskiego, Pszczyna 2000, s. 22.
Piotr Bogalecki 36
myśli jego nie zasługu na to, by silić sna ich odgadywanie”18. Ic za
słowami filozofa, musielibyśmy rzucić w kąt książki Rachwa i Sławka:
niejasność ich stylu nie pochodzi ani ze „skenia tekstu” (jak pamta
my, sami autorzy skazują swoje dzieło nabazgraninę”), ani z „pośpiechu
w spisywaniu (autorom przyświeca raczej Nietzscheański postulat
„przuwania”), a jednak ostatnią rzeczą, jaką mna powiedzieć o ich
ksżkach, jest ,jasnośćstylu. Mamy tu do czynienia z najbardziej wy
razistym w naszym literaturoznawstwie zespołem technik „zaciemnia
cych” przekaz.
W cytowanej już Sferze szarci autorzy ywają co najmniej ośmiu
kombinacji czcionek i odstępów, paru rodzajów wcięć, przynajmniej czte
rech sposobów cytacji oraz takich skierowanych przeciw lineamości teks
tu technik jak prowadzenie wywodu w dwóch równoległych kolumnach
czy inkrustowanie tekstu ramkami z cytatami, często bardzo luźno zw
zanymi z tekstemównym. Czasami część tekstu „wystaje” poza nie,
a prawie zawsze ramki roz-bijają całości zdaniowe tekstu głównego za
miast sytuować się po kropkach lub pomdzy akapitami19.
Wizualne zróżnicowanie poszczególnych partii tekstu cechuje tae
ksżkę Geometry, Winding Paths and the Mansions of Spirit... z 1997
roku, napisaną we trójkę z Davidem Jarrettem , zaś w wydanej najwcz
niej (w 1992) Maszynie do pisania również znaleźć można ramki-dygre-
sje, cytat z Derridy umieszczony zostjuż na stronie tytułowej, zaś na
końcu rozczłonkowane nazwisko filozofa wprzęgnięte zostało w rodzaj
gry, któ nazwać moglibyśmy poezją konkretną. Są to zabiegi o tyle
ważne, że nieprzypadkowe i jak swydaje - w istotny sposób wpływa
ce na przekaz20. To roz-pisanie „materialnej strony teksw Rachwała
18 K. T wardowski, O jasnym i niejasnym stylu filozoficznym (1919), w: te goż, Wy
brane p ism a filozoficzne, Warszawa 1965, s. 348. Fragment umieszczony na „Kolumna
dzie Filozofów” w gmachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie.
19 Wszystko to jest, rzecz jasna, Derridiańskiej proweniencji, by przypomnieć Glas -
książkę ważną dla pomysłu podwójnego autorstwa także z powodu jej pozornej „dwugło-
sowości” (Hegel, Genet), a w istocie „trójgłosowości” (Derrida), a nawet „wielogłosowości”
(cytaty, przytoczenia etc.). W interpretacjach Glas pojawia się stanowisko uznające tek
stową - by pozostać już przy tym słowie - „bazgraninę” za kolejny „podmiot” tej książki,
a więc za kolejnego partnera „roz-mowy”. Rzeczywiście, „materialność” pisma nie jest dla
Derridy (jak również dla Rachwała i Sławka) jedynie narzędziem, ale przede wszystkim
koniecznośc(do czego jeszcze powrócimy). O roli typografii por. w Glas: „Through the
structure of two columns, the interruptions into the columns, the different print sizes and
styles, the parenthesized inteijections and rem(a)inders, it is the textual surface, the
textuality of the text, which becomes the subject of this text as much as Hegel, or Genet,
or Derrida”. J. Bran nigan, We have nothing to do with the literature: Derrida and Sur-
realist Writing, w: The French Connections of Jaues Derrida, ed. J. Wolfreys, R. Rob-
bins, J. Brannigan, New York 1999, p. 60.
20 Zob. T. Sław ek, Między literami. Szkice o poezji konkretnej, Wrocław 1989.
37 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
i Sławka skorelowane jest z charakterystycznym wewnętrznym napię
ciem stylistycznym, pozwalającymi na łatwą identyfikację ich książek na
tle innych opracow literaturoznawczych. (Nie miejsce tu na dokład
niejs analizę wyrazistego stylu Rachwała i Sławka, z pewnością jed
nak wiedoni, że styl „powinien być więcej niż jeden. Przynajmniej dwie
ostrogi - wówczas się opłaci”21). Rozpatrywany w tym świetle pomysł
podwójnego autorstwa jaw się może jako jedna z wielu technik ą
cych roz-warciu neopozytywistycznej formuły tekstu literaturoznawczego
(czy szerzej: naukowego), krą - nie wiedzieć do kca czemu - uzna
liśmy za obligatoryjną.
Nie dosyć na tym: dom tekstu, którego granice zakrla język, okazu
je się być „chłodnym zajazdem gramatyki”; stąd postulat Sławka - we
ug którego w kdej rozmowie powinno znaleźć się „coś”, co, choć głod
ne, od tego zajazdu woli trzymać się jak najdalej - daje się czytać jako
postulat poszukiwania wyjścia z tekstu. Skoro jednak wiemy, że takiego
wyjścia nie ma lub przynajmniej, że nie znaleźliśmy go do tej pory, jedy
nym sposobem na naruszenie murów „więzienia gramatyki jest próba
oddania temu „czem głosu. Sławek nie ma jednak tpliwości, że owo
„coś” nie jest dobrym mówcą („bełkocze, ślini się”), a nawet więcej: że
przywołanie tego „czegoś” jest przywaniem śmierci („umiera z rozdzia
wionymi ustami”). A jednak przywołuje, a „ono” zjawia się rzeczywiście
w postaci językowego widma: w postaci cytatu, parafrazy, aluzji (poemat
„Podróż czterech żów z Nysy do Barda Śląskiego”, z którego pochodzi
omawiany fragment, prawie w całości utkany jest z parafraz tekstów
Blakea, Angelusa Silesiusa, Swedenborga i Bóhmego; podobną struktu
mają ksżki Rachwa i Sławka).
Chciałbym zwróctu uwagę na dwie kwestie. Pierws z nich jest
szczególna rola słów obcych w tekstach Rachwa i awka, które rzadko
kiedy w przejrzysty sposób użą prezentowanej tam argumentacji. Czę
ściej wydają sone jeszcze bardziej komplikować sprawę: roz-łamując
porządek wywodu (taka jest rola wspomnianych ramek z cytatami), pro
wad do roz-dziawiania ust jego autorów, którzy muszą zawiązyw
„roz-erwany” w ten sposób splot myśli na nowo. Można widzieć przyczy
tego permanentnego „roz-rywania” włnie w podjnym autorstwie:
żaden z autow nie jest ani przez chwilę sam”, drugi nie opuszcza go
ani na krok i w kdej chwili zaprosić może do tekstu nowego kłopotli
wego gościa; zasa funkcji autora u Rachwa i Sławka byłaby więc
Derridiska gościnność, do której zresz wielokrotnie się oni odwołują.
Drugim wartym namyu momentem jest sam gest przywywania cze
21 J. D errida, Ostrogi. Style Nietzschego (1978), przeł. B. Banasiak, Gdańsk 1997, s. 86.
Piotr Bogalecki 38
goś, co - jak wiemy - przynosi śmierć lub nawet jest śmiercią samą,
a w którym to geście nie możemy nie rozpoznać prozopopei. Nie możemy
zapomnieć t, że de Man łączy ją z autobiografią, na co „wskazuje wy
raźnie etymologia nazwy tego tropu, prosopon poien, przydaw maskę
lub oblicze (proposon)”22. Czytając artykuł de Mana, Rachw i Sławek
wydobywaz niego myśl: „różnica mdzy mo pogrzebo a autobio
graf nie tylko nie istnieje, ile jest niedecydowalna (undecidable)”23.
Jeśliby chcieć wyczytać z tekstów Rachwa i Sławka jakąś naukę doty
czącą ich metody, przydatna mogłaby okazać się ucieczka w parafrazę:
różnica pomiędzy ich literaturoznawstwem a autobiografią nie tyle nie
istnieje, ile jest niedecydowalna.
Chcąc rozpatryw podwójne autorstwo i strukturę tekstu łącznie,
jako pewną strukturę, natrafiamy na paradoks przypominacy dzia
nie prozopopei („nadawanie i pozbawianie oblicza, twarz i od-twarza-
nie”24). Staw strategii Rachwała i Sławka jest zacieranie autorstwa,
a jednak autorski idiom tak bardzo manifestuje się na płaszczyźnie sty
lu, kompozycji i „materialności” książki, że nie sposób wziąć go w na
wias. Napięcie to ujawnia charakter gry, jaką prowad Rachwał i Sła
wek. Polega ona na „roz-twarzaniu instancji autora (stąd nadwątlanie
prawa linearności, brak wyrazistych, jasno-wyadalnych tez, mnogość
cytatów i parafraz, nie zawsze określonego wprost pochodzenia itp.) i au
torytetu (skomplikowanie mechanizmu identyfikacji ustaleń badawczych
z osobą badacza, komplikacja prawa odpowiedzialności za słowo, praw
autorskich czy sposobu cytowania i odnoszenia się „do”, inna ranga „my”
tekstu naukowego itd.) przy jednoczesnym nadawaniu powstającym tek
stom łatwo identyfikolwanych znamion „autorskości” (tutaj wszystko, co
składa się na ich styl, łącznie z zabiegami wizualnymi, a tae z takimi
cechami literaturoznawczego „idiolektu”, jak obsesyjne powracanie do
tych samych autorów, ze strony Sławka przede wszystkim do Blakea,
Thoreau i Nietzschego), a więc przemieszczaniem owej „twarzy” na inny
poziom (sd mówię nie o od-twarzaniu, ale o roz-twarzaniu, w którym
zawarty jest ruch nowego roz-mieszczania „twarzy”).
Mechanizm ten wzywa do uważniejszego przyjrzenia się tekstom
Rachwała i Sławka; być może „podwójne autorstwo jest znaczące nie
tylko jako manifestacja praw dekonstrukcji, ale również jako pba kre
acji innej formy modalności tekstu literaturoznawczego? Wydaje się, że
do tej pory nie podjęto zmierzającej w tym kierunku refleksji nad po
22 P. de Man, Autobiografia jako od-twarzanie (1979), przel. M.B. Fadewicz, „Pa
miętnik Literacki” LXXVII 1986, z. 2, s. 314.
23 T. Rachw ał, T. S ławek, Sfera..., s. 56.
24 P. de Man, Autobiografia..., s. 314.
39 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
dwójnym autorstwem, traktując je przede wszystkim włnie jako
„przyjęcie pisarskiej strategii” Derridy25. Sd M.P. Markowski zamknąć
mógł całą kwestię w nieco ironicznym nawiasie: „[...] Tadeusza Sławka
i Tadeusza Rachwała (krych dalej, nie c do końca świadom, gdzie
między nimi przeprowadzić granicę, nazyw będę Sławkiem Rachwa-
łem)”. Wykorzystując deminutywność nazwiska Tadeusza Sławka i su
geruc odczytywanie go jako zdrobnienia imienia awomir (na tym
polega ochrzczenie autorów nowym imieniem „Sławek Rachwał”), Mar
kowski zagłaskał jednak potwora, czyniąc z niego maskot26. Gest ten
jest o tyle znaczący, że dotyczy także zawartci Maszyny do pisania,
krą Markowskiemu zbyt chyba łatwo udało się przeciwstawić komen
tarzom Bogdana Banasiaka, wpisując je w parę opozycji, tudzież sche
maw dyskursywnych. Jeśli autor - to imię (choćby zdrobnione) i na
zwisko; jeśli u Banasiaka teksty Derridy „filozoficzne” - to dla Sławka
Rachwa mus być one „literaturą”. Nie miejsce tu na wikłanie się
w spory o interpretac pisarstwa Derridy; chciałbym jedynie zwrócić
uwagę, że fakt istnienia „ostentacyjnie wybranej” podwójnej sygnatury
autorskiej domaga się bycia wztym pod uwa, jeśli chodzi o interpre
tację tekstu ustanowionego w ten sposób. Oznacza to mniej więcej tyle,
że pordek dyskursu Maszyny do pisania zawłaszczwnież instytu
cjonalną sfe książki - problem autorstwa jest w dużej mierze proble
mem politycznym i, jak powiada Foucault, wziął s z konieczności
prawnego rozwzania kwestii odpowiedzialności na napisane słowo27 -
a więc, że Maszyna generuje inną modalność istnienia tekstu literaturo
znawczego niż typ tekstu autorskiego, do którego jesteśmy przyzwycza
jeni. Pisze Foucault: „Sposób, w jaki [wypowiedzi - P.B.] odnoszą się do
relacji społecznych, jest o wiele bardziej widoczny w grze funkcji autora
i jej przeksztceniach n w zawartych w nich tematach i pojęciach28.
Gra, w krą grają Rachw i Sławek powinna być odczytywana tak
że w tym świetle: lektura nie może ogranicz sdo podejmowanej w ich
ksżkach tematyki, ale musi być także społeczna, czy też - jeśli wolimy
25 T. Kom endant, Czy ujrzę postm odernizm w Warszawie?, „Res Publica Nowa”
1993, nr 9, s. 70. Cyt. za: M.P. M arkow ski, Efekt inskrypcji. Jacąues Derrida i literatura
(1997), Kraków 2003, s. 56.
26 M.P. M arkow ski, Efekt..., s. 56. Pomijam tu wcześniejszą chronologicznie recen
zję Maszyny do pisania z „Tekstów”, w której Markowski rozwijał swój koncept jeszcze
bardziej wirtuozersko, co było oczywiście przejawem zamierzonej strategii marketingowej.
27 „Teksty, książki, wypowiedzi zaczęły mieć autorów [...] w momencie, gdy autora
można było ukarać za wypowiedź, którą odbierano jako przekroczenie granic”. M. Fou
cault, Kim jest autor? (1969), przeł. M.P. Markowski, w: M. Fo ucau lt, Szalstwo i lite
ratura: powiedziane, napisane, wyb. i oprać. T. Komendant, Warszawa 1999, s. 207.
28 Tamże, s. 218.
Piotr Bogalecki 40
- polityczna czy ideologiczna. Sporo zawdzięczając przemianom kulturo-
wo-społecznym drugiej połowy XX wieku (czego znakiem ich długie
włosy, „młodzieżowy” sposób ubierania si zamowania do muzyki rock
owej), autorzy wyda identyfikow się z postawą zaprezentowaną
przez H.D. Thoreau w jego Obywatelskim nieposłuszeństwie29. Tak, jak
strateg Thoreau była próba zmiany istniejącej sytuacji politycznej nie
ludzkim sposobem, poprzez odebranie sobie przywileju osu i swego
rodzaju regres w „zwierzęcość”, tak pomysł na literaturoznawstwo Ra
chwała i Sławka odbywa się na drodze roz-bierania wiedzy o literaturze
z „twarzy”. Ludzkie (zinstytucjonalizowane) literaturoznawstwo wy
raźnie tu przeszkadza i krępuje pozaetykietowe roz-kroki tańca, który
Rachwał i awek roz-poczęli z całą świadomośc tego, że sytuu się
poza „salonemi na peryferiach, i że próbując skonstruować no mo-
dalność kategorii autora tekstu o literaturze, bio w nawias swoje „za
sługi na tym polu. Ale stawką jest możliwość „roz-dziawienia ust, któ
to obce „coś”, funkcjonuce od kilkunastu lat w naszym literaturoznaw
stwie, ma szan przywołać, a także (bo to kolejny aspekt teksw Ra
chwała i Sławka) zrobmiejsce dla takiej roz-mowy o rzeczach wnych
(ludzkich, arcyludzkich), kra dzięki lekcji dekonstrukcji nie wspierała
by sna prawach opozycji i wykluczania.
Roz-twory, czyli o efektach roz-twarzania
Przyjaźń jako kontr-związek sprzeciwia s wszelkim kompromisom i koalicjom,
ale wystrzega się wojen; jest to relacja niespokojnego pokoju, konfliktu pozba
wionego znamion agresji i wojny30.
Przedmiotem literaturoznawstwa utwory literackie. Wiemy jed
nak, że ułudą jest istnienie ontologicznej granicy pomiędzy utworem
a literaturoznawczym tekstem mu poświęconym, który w takim razie
zawsze jaw się musi jako po-twór: hybryda, na krej ciele zaszczepia
się nieskczona mnogość nieskończonych odczytań możliwych dzięki
językowi31. Roz-twarzając po-twory”, jakimi są i mus być ich teksty,
„roz-bierając” je z tego, co nazwaliśmy literaturoznawc „twar”, uzy-
29 Zob. H.D. Thoreau , Obywatelskie nieposłuszstwo (1849), w: tegoż, Życie bez
zasad. Eseje, przeł. H. Cieplińska, Warszawa 1983, s. 195-229.
30 T. Sławek, U-bywać. Człowiek, świat, przyjaźń w twórczości Williama Blake’a,
Katowice 2001, s. 142.
31 Dla Derridy potwór to „figura złożona z innorodnych organizmów zaszczepionych
na sobie”. Cyt. z: J. Derrida, Points de suspensious. Entretiens (1992) za: M.P. M ar
kow ski, Efekt..., s. 364.
41 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
sku Rachw i Sławek pewien nowy, choć trudny do analizy, stan sku
pienia, kry nazwać należałoby w tym miejscu roz-tworem. Za-sa
powstawania roz-tworów jest roz-pisanie literaturoznawczego sztafażu
na dwa pra lub, jli wolimy, na dwie ręce trzymace pióro, czyli wy
sunięcie na pierwszy plan momentu roz-mowy - owego „kontr-zwzku”,
w efekcie którego tekst zyskuje konsystencję roz-tworu intuicji, poglą
dów, przekonań, historii, dwiadcz i wspomni obydwu autorów,
a w krym żadna teza nie przyjmuje „koalicyjnej” postaci „ciała stego”.
Zamiast ruchu dośrodkowego, kry ożywia kdy tekst aspirujący do
„naukowości”, mamy tu ruch odśrodkowy, który Jasności” jednoznacz
nych eksplikacji tekstu naukowego sprzeciwia się nie z zasady, ale
w imię „roz-tworu”, jaki musi zaistni jako efekt przyjni „roz-mów-
ców”. Wydaje się, że dzięki temu literaturoznawstwo Rachwała i Sławka
sytuuje się pomiędzy ekstremum idiomatycznci (eksponowaniem in
dywidualnci badacza) a ekstremum instytucjonalności (uznaniem ję
zykowego, społecznego, historycznego itd. zdeterminowania wszelkich
jego poczynań). pierws skrajność niweczy koniecznć uzgadniania
jednostkowej intuicji z drugim autorem, kry musi podpisać się pod
tekstem swoim nazwiskiem - aby więc nie stracić twarzy, będzie nego
cjował swoje racje i swój punkt widzenia. Determizm instytucjonalnci
jest natom iast roz-bijany przez samą natu owych negocjacji: poniew
nie da spisać razem, w jednym momencie (porządek pisania, jak i po
rządek lektury, jest linearny), zawsze do głosu dochodzić dzie styl czy,
jeśli wolimy, rytm indywidualny, „poruszenia” piszącej właśnie ręki
(sd też rozbijanie dyktatu linearności poprzez stosowanie rozmaitych
technik typograficznych). Teksty Rachwała i Sławka nie upadają w efek
cie ani w iluz efekciarskiej oryginalności („wolno mi wszystko powie
dzieć”), ani w bezosobowość literaturoznawczej powtarzalności („nie je
stem w stanie dodnic od siebie”).
Wprowadzenie kategorii roz-tworu wydaje spotrzebne o tyle, o ile
pozwala odróżnić strateg Rachwała i Sławka od niewątpliwie bardzo
ważnego dla nich wzorca, jakim jest pisarstwo Deleuzea i Guattariego.
Filozoficz podstawą wspólnego autorstwa tych drugich jest Deleuzjań-
ska krytyka strukturalizmu: „Strukturalizm zgoła nie jest myśleniem,
które znosi podmiot, ale mleniem, które systematycznie go rozrzuca
i rozdziela, które zaprzecza tożsamości podmiotu, kre go rozkłada i prze
suwa z miejsca na miejsce, ukazuc podmiot nomadyczny, złożony
z ujednostkowi, ale bezosobowych, lub z osobliwości, ale przedindywi-
dualnych32. Wskazuc na niewystarczalność „pojęcia podmiotu”, które
32 G. D eleu ze, Po czym. rozpoznać strukturalizm?, przeł. S. Cichowicz, w: Drogi
współczesnej filozofii, red. M. Siemek, Warszawa 1978, s. 322. Cyt. za: M. Herer, Gilles
Deleuze. Struktury - maszyny - kreacje, Kraków 2006, s. 155.
Piotr Bogalecki 4 2
„bardzo straco na znaczeniu na korzyść osobliwości przed-indywidual-
nych i bezosobowych indywidualnci33, Deleuze i G uattari - jak pisze
Michał Herer - „w decydującym momencie wprowadzają na scenę postać
[...] „strukturalistycznego bohatera”, jak go nazyw Deleuze. Jest on
podmiotem”, krego „ruchliwość jest niezrównana”, co „zapewnia rozpad
struktury”34. Taki punkt wyjścia umożliwia autorom Kapitalizmu i schi
zofrenii „radykalną zmianę perspektywy dotyczącej samego ujęcia pod
miotowości”, które rozwinięte zostanie w „całkowicie pozytyw i orygi
nalną koncepcję pragnienia” („maszyny pragnienia”)35. Dzięki niej mo
oni otworzyć ącze prowokacyjnym: „Dlaczego zachowaliśmy nasze na
zwiska? Z przyzwyczajenia, wyłącznie z przyzwyczajenia” i wyznać: „Nie
chodziło o to, by dojść do punktu, w krym nie mówi sjuż „ja”, ale do
punktu, w którym mówienie bądź nie mówienie ,janie ma już żadnego
znaczenia. Nie jestmy już sobą. Kdy rozpozna swoich. Byliśmy
wspomagani, inspirowani, zwielokrotnieni”36. Na tej podstawie kolek
tywna strategia pisarska Deleuza i Guattariego daje się rozumijako
działanie wymierzone w tradycyjnie pojmowaną kategorię autorstwa,
przejawem „korzennego” paradygmatu podmiotowego i jego „wiąz
kowej” modyfikacji, które zastąp należy pluralną logiką ącza. Ta zaś
zakłada odwt od tego, co okrla się mianem „osobowego” - napisze
Deluze: „Pisanie we dwóch nie stanowi więc dla nas specjalnego proble
mu, przeciwnie. Byłby to problem, gdybyśmy byli osobami, posiadającymi
własne życie i własne opinie, decydującymi się na współpra, dyskusję.
Kiedy powiedziałem, że Felix i ja byliśmy raczej dwoma strumieniami,
miałem na myśli to, że indywiduacja nie musi być koniecznie osobowa.
Nie mamy wcale pewności, czy jesteśmy osobami”37.
Jli do pewnego momentu roz-twarzanie Rachwa i Sławka
zgodne jest z myślą Deleuze’a i Guattariego, to różnica ujawnia się właś
nie tutaj. „Pisanie we dwóch nie stanowi dla nas specjalnego problemu,
przeciwnie- powiadają Deleuze i Guattari, którym pisanie takie jest
„nakę”; wobec ich zamierzenia mna wręcz określić je jako „poręczne”
(filozoficznie, ideologicznie, politycznie). Natomiast Rachwowi i Sław
kowi wspólne pisanie w dużej mierze przeszkadza: wże ręce, plącze,
targa, sprawia, że ich pióro bazgrze, a siła illokucyjna przekazu rozpada
33 G. D eleuze, Response a une question sur le sujet. Cyt. za: M. H erer, Gilles
Deleuze..., s. 156.
34 Cyt. G. Deleuze, Po czym rozpoznać..., s. 324-235. Cyt. za: M. Herer, Gilles
Deleuze..., s. 158.
35 M. H erer, Gilles Deleuze..., s. 162.
36 G. D eleu ze, F. G uattari, Kłącze (1980), przel. B. Banasiak, „Colloąuia Conrniu-
nia”, 1988, nr 1-3 (36-38), s. 221.
37 G. D eleu ze, Sur la philosophie. Cyt. za: M. Herer, op. cit., s. 103.
43 Literaturoznawstwo jako roz-twarzanie
się. Różnicę da s- w moim mniemaniu - dookrlić włnie dzięki
metaforze roztworu. Deleuze i Guattari wycofusz tekstu, w obrębie
którego wskazują nieskończoną mnogość działających sił, strumieni,
reakcji - umliwiło im to przyjęcie punktu widzenia zbliżonego do per
spektywy badaczy obserwujących utworzony roztwór i działacych na
niego coraz to nowymi związkami, przy czym nie może dojść do konflik
tu, poniew kłączu, jakim są ich teksty, wyjdzie to tylko na dobre. Na
tomiast Rachw i Sławek „roz-tworzyli” się sami, teraz zaś toną w roz-
-tworze swoich teksw - w takim położeniu nie sposób kooperować i ba
dać, trzeba zroz-mawiać”: szukać ratunku, kłócić się, spierać, być
w konflikcie, gniewać się, poniew „gniew jako reakcja właściwa przy
jaźni broni ludzkci bycia”, zaś „przyjaźń jest w istotnym sensie nie
porozumieniem”38. Obserwując z zewnątrz reakcje zachodzące w roztwo
rze, nie ma się większego problemu z ich opisaniem, transkrypc na
„odpowiedni język, nie ma t różnicy, czy robi się to w pojedynkę czy
kolektywnie39. Ale kiedy jest się wewnątrz, zyk zaczyna stanowić pro
blem, traci bowiem swą „poręczność” (język jako narzędzie, jak u Hus-
serla), a staje się uniwersalnym medium”, spoza którego nie sposób wyj
rzeć (jak uźnego Heideggera). Samo pisanie jest tu niełatwe, tym
bardziej zaś pisanie wslne. W tym położeniu - które spowodowane jest
przyjęciem konsekwencji Derridiańskiej dekonstrukcji, nie stanowiącej
pierwszordnego problemu dla Deleuze’a i Guattariego - wspólne pisa
nie jawi s jako akt par excellence etyczny (tak jak zresz, na wyższym
poziomie, uparte stawianie s w takiej włnie sytuacji). Nie ma bo
wiem ani sensu, ani usprawiedliwienia, nie jest potrzebą, ani konieczno
ścią, nie jest również przyjemnośc - może stanow jedynie akt Derri
diskiej odpowiedzialności. Ten moment, pociągający za sobą dalsze
różnice (tematyka, kształt tekstu, nacechowanie ideologiczne, pordek
narracji, sposób prezentacji argumentów etc.) odżnia Rachwała i Sław
ka, starających się oddać sprawiedliwość dekonstrukcji - od Deleuza
i Guattariego funkcjonujących na innej aszcznie i kreucych inne
problemy.
Tak rozumiany projekt podwójnego autorstwa Rachwała i Sławka
mógłby służyć wcz jako model tego typu krytyki etycznej, który Danu
38 T. Sła wek , Masło i próchno! łza. Blake i filozofia przyjaźni, „Er(r)go” 2000, nr 1,
s. 67 i 69.
39 Zmienność ról „działającego” i „zapisującego” mogłaby tu być pojmowana, jak
w Deleuzjańskiej interpretacji Nietzschego, jako nieustanna przemienność perspektyw':
„Dopóki Nietzsche panował nad zmianą perspektywy, od zdrowia ku chorobie i na odwrót,
bez względu na to, jak bardzo był chory, cieszył się „dobrym zdrowiem”, co dawało mu
możliwość tworzenia”. G. D eleuze, Nietzsche (1965), przeł. B. Banasiak, Warszawa 2000,
s. 21.
Piotr Bogalecki 44
Tylko gdyby tak było, byłbym usprawiedliwiony przed Strzegącym
Wejścia do Księgi z „roz-gadania omówienia niniejszego, z jego „roz-me-
taforyzowania z zająkliwego roz-rywania całości słownych - które
tyl brzydką manierą, co roz-paczliwą pró wpisania siebie w tekst,
wyprzedzenia Strnika i jego końcowej kwestii: „To wejście było prze
znaczone tylko dla ciebie. Odchodteraz i zamykam je”43.
43 F. K afka, Przed prawem, przeł. J. Kydryński, w: te goż, Proces. Wyrok, Warszawa
1981, s. 223.
Piotr Bogalecki 46
ResearchGate has not been able to resolve any citations for this publication.
Response a une question sur le sujet
  • G D E Le U Z E
G. D e le u z e, Response a une question sur le sujet. Cyt. za: M. H erer, Gilles Deleuze..., s. 156.